27 stycznia 2009

"Nie masz pomysłu na obiad?"...

Proszę Pań! Jestem, żyję, choć przyznaję, że w pewnym sensie przepadłam, zaginęłam w akcji...
Co pochłania mnie bez reszty, poza planowaniem, gdzie mają być grzejniki czy też umywalka? No więc nie jest to digitalscrabbooking, zwany szkrapowaniem... Nie... Tę miłość także co nie co zaniedbuję... Otóż...
Nie każdy zapewne wie, lecz teraz się dowie, że ja uwielbiam kucharzyć! Otóż to! Gotowanie i pieczenie, duszenie, doprawianie i eksperymentowanie kulinarne! Te wszystkie aromaty i smaki! Ach i och! Szaaaleeństwo!
Codziennie wertuję internetowe strony w poszukiwaniu inspiracji. Wzdycham do apetycznych fotosów, podziwiam cudzy kunszt w wypiekaniu bułeczek czy spreparowaniu smakowitej pieczeni. A potem z głową pełną pomysłów biorę się do dzieła!
Dla mnie gotowanie to sztuka, pasja i styl życia niemalże! Dobre danie, proste i zaskakujące połączeniem smaków, wykwintnie podane -oto mój ideał. Własnoręcznie przyrządzony obiad, to jest to! I wszystko z naturalnych składników, bez sztucznych dodatków i półproduktów! (a przynajmniej staram się do tego dążyć). Zdrowo i smacznie! Prawdziwe jedzenie! Niech się schowają wszelkie zupy w proszku czy inne pseudojedzenie. I parafrazując slogan z pewnej reklamy: "Nie masz pomysłu na obiad?"... Znajdź go w internecie na jednym z wielu kulinarnych portali czy blogów!
W nowej kuchni, tak sobie marzę, by mieć więcej sprzętów wspomagających moje kulinarne zapały. Zamierzam też wyhodować swój prywatny mały zielnik, by pod ręką mieć zawsze ulubioną bazylię czy rozmaryn chociażby! By rozwinąć skrzydła przyda mi się pojemniejsza lodówka, większy blat roboczy, wspomniane już nowe sprzęty, jak na przykład maszynka do mielenia mięsa, czy robot kuchenny z prawdziwego zdarzenia! Więcej naczyń też by się przydało... A perspektywa urządzenia nowej kuchni wiąże się dla mnie z jeszcze jedną, cudowną niemalże, okolicznością... Zamieszka w niej wytęskniona-zmywarka! Bo choć pichcić i piec, to ja lubię, to zmywać całej sterty naczyń potem, już nie bardzo...;)
Przede mną nowe nieznane kulinarne horyzonty... Bo o ile lubię eksperymentować i wymyślać nowe potrawy, to przyznaję, że zaniedbałam nieco tradycyjną kuchnię... Toteż zamierzam zgłębić tajniki produkcji ciasta drożdżowego, by piec pity, chleb czy pizzę na cieniutkim spodzie! Drugim kulinarnym Everestem są pierogi... Wstyd się przyznać, ale jakoś tak pogardzałam nimi przez wiele lat, później oswajałam się w różnego rodzaju pierogarniach, a teraz dojrzałam, by lepić je samodzielnie. Do menu Wiedźmowej kuchni zamierzam włączyć też więcej dań z ryb, sałatek i różnego rodzaju potraw wegetariańskich.
Wiele wyzwań przede mną. Już zacieram ręce! A dziś na obiad będą: Udka w glazurze brzoskwiniowej według Asi z mojej ulubionej Kwestii Smaku. :) Oto przepis:
http://www.kwestiasmaku.com/kuchnia_polska/kurczak/w_glazurze_brzoskwiniowej/przepis.html

A oto kilka ulubionych stron, które są dla mnie istną skarbnicą pomysłów na jedzonkowe ekscesy;) :
Ps. Tutaj jest trochę dziwnie, jeśli chodzi o odpisywanie na komentarze, bo jeśli się od razu nie odpisze, to później nie można każdemu odpowiedzieć pod jego tekstem, tylko na końcu, pod wszystkimi wpisami. Postaram się odpisywać każdemu, więc wszystkich zainteresowanych komentarzowym dialogiem zapraszam na koniec listy:)

8 stycznia 2009

Odnowa i od nowa

Zaczynam blogowanie od nowa i jest to swoista odnowa... w innym miejscu, pod innym adresem, w nowym roku... Chciałabym, żeby ten blog różnił sie trochę od poprzedniego... żeby było tematycznie, a nie tak o wszystkim i o niczym... aby było więcej refleksji, dystansu, spokoju i poczucia humoru zaś mniej moralizowania i wymądrzania się... (co, wierzcie mi, jest trudne, gdy się jest Wszystkowiedzącą Wiedźmą Ple Ple) ;) . Czy się uda, zobaczymy...
Póki co, mam sporo zapału i mnóstwo myśli, które proszą się, bym ulżyła mojej biednej głowie i uwolniła je na wirtualny papier ;)
Po pierwsze zacznę od tego, że mam dziś prywatne święto! Dzidziol kończy półtora roku!... Stary chłop z niego. Kochany, mądry, wesoły i ciekawski! I strasznie całuśny ostatnio ;) Do tej pory, kiedy się go poprosiło, by dał buziaka, to tak śmiesznie nadstawiał czoło do cmoknięcia. A od dwóch dni daje siarczyste i namiętne całusy prosto w usta! Z uroczystym mlasknięciem! Namiętne... a przy tym oślinione i osmarkane... tak w ramach bonusu z okazji wyrzynających sie nagminnie ząbków oraz wrednego choróbska, które męczy bidulka od świąt. Ja zresztą też najzdrowsza nie jestem...
Dziś także kolejny tydzień nowego roku... Siedem dni temu był sylwester... niezbyt radosny dla mnie... ale gdzieś niedawno słyszałam, że kto łzami zaczyna, śmiechem kończy... Oby!
A jako że nowy rok nastał, przydałoby się poczynić jakieś plany i postanowienia noworoczne. Do tej pory raczej dawałam sobie z tym spokój, gdyż systematyczność i konsekwencja w dążeniu do wytyczonego celu, nie są niestety moimi cnotami... Za to dysponuję wiedzą, że mało komu takie postanowienia udaje się zrealizować, więc bardzo praktycznie oszczędzałam sobie niepotrzebnych frustracji i poczucia winy. Teraz jednak pokuszę się choćby o zarys programu na ten rok.
Chciałabym być bardziej zorganizowana i marnować mniej czasu, wykorzystywać go efektywniej, pożyteczniej, ciekawiej. To takie ogólne założenie. Poza tym mam nadzieję zrobić prawo jazdy, co jest dla mnie nie lada wyzwaniem i wiąże się ze sporym stresem... Chciałabym systematycznie codziennie, w miarę możliwości szkolić mojego inglisza w domu. Marzę o wyjeździe wakacyjnym w jakieś urocze i ciepłe miejsce. No i że uda nam sie wykończyc nasz domek i urządzić go jak najprędzej, tak byśmy mogli się tam w miarę szybko przeprowadzić. Chciałabym mieć fajnych sąsiadów, z którymi się zaprzyjaźnimy i w ogóle, by dobrze nam się mieszkało w tamtym miejscu... Oj dużo bym chciała... A to przecież nie wszystko. Bo przede wszytskim chciałabym, by ten rok był lepszy od poprzedniego, by nie przyniósł żadnych okrutnych i bolesnych wiadomości, by zdrowie dopisywało, a życie toczyło się spokojnie i w miarę szczęśliwie. Czego sobie, swoim bliskim i Wam życzę!